|
Jozef Franciszek NOWAK Jednym z niejako ubocznych produktow I wojny swiatowej
byly narodziny i szybki rozwoj nowej broni - lotnictwa wojskowego. W
wojnie sowiecko-polskiej 1920 roku udzial wziela juz pierwsza polska
(a wlasciwie polsko-amerykanska, poniewaz piloci byli w wiekszosci Amerykanami)
jednostka lotnictwa wojskowego - Dywizjon Kosciuszki. W Polsce rozwoj
lotnictwa, wojskowego i cywilnego, postepowal szybko. Polskie Linie
Lotnicze LOT powstaly jako druga na swiecie cywilna, pasazerska linia
lotnicza. W polskich pracowniach powstawaly projekty nowych typow samolotow,
z ktorych najlepsze wdrazano nastepnie do produkcji; opracowano i wprowadzono
wszechstronny system szkolenia personelu lotniczego, cywilnego i wojskowego;
powszechnie entuzjazmowano sie sportem szybowcowym i dokonywano rekordowych
przelotow.
|
||||||
|
Jozef Franciszek Nowak urodzil sie 1 wrzesnia 1918 roku w Nowym Saczu. Jego przygoda z lotnictwem zaczela sie w 1936 roku, kiedy byl jeszcze uczniem siodmej klasy gimnazjum staroklasycznego im. Jana Dlugosza. Ktoregos dnia dyrektor szkoly oglosil, ze Ministerstwo Spraw Wojskowych przyjmuje zgloszenia kandydatow do sluzby w lotnictwie i poprosil chetnych o podniesienie reki. Zglosili sie wszyscy, nawet kilkunastu kandydatow do stanu duchownego! Wymagana byla zgoda rodzicow. Mimo lez matki ojciec zdecydowal, ze nadszedl czas, kiedy syn sam ma stanowic o sobie i podpisal sie pod jego decyzja. Poczatki nie byly latwe - strata jednego roku przez niedopatrzenie urzednika komisji lekarskiej, egzaminy teoretyczne trudniejsze moze niz maturalne, wreszcie wymagane ukonczenie szkoly podchorazych piechoty. Z tysiaca kandydatow, na wlasciwe szkolenie lotnicze zakwalifikowano dwustu osmiu. Pierwszym zajeciem kandydatow na lotnikow, ktorzy przybyli do Deblina w styczniu 1939 roku, byl udzial w pogrzebie dwoch kolegow starszego rocznika, ktorzy wlasnie rozbili sie w trakcie szkolenia. Po kilkumiesiecznym szkoleniu naziemnym rozpoczeto praktyczna nauke pilotazu i walki powietrznej. W obliczu zblizajacej sie nieuchronnie wojny szkolenie znacznie przyspieszono. Wlasnie, kiedy podchorazy Jozef Nowak rozpoczac mial szkolenie na bombowcach, wojna wybuchla. Wraz z innymi skierowany zostaje w poczatku wrzesnia do Rumunii po odbior transportu nowych, angielskich samolotow dla polskiego lotnictwa. Rozwoj wydarzen spowodowal jednak, ze krotko po 20 wrzesnia, po dramatycznych zmaganiach z nieprzyjacielem, przekroczyl granice polsko-wegierska. Internowany w obozie w Nagykata. Wobec duzego zapotrzebowania na personel latajacy, juz po krotkim okresie internowania skierowany zostaje do Francji, chociaz i to nie obylo sie bez przeszkod. Zostal bowiem, ni mniej, ni wiecej oskarzony o to, ze jest zbieglym Anglikiem, szpiegiem niemieckim, ktory stara sie wrocic do Anglii. Nieporozumienie udalo sie szczesliwie wyjasnic i plutonowy podchorazy Jozef Nowak "zdazyl" jeszcze wziac udzial w Kampanii Francuskiej 1940 roku. Wojskowi francuscy nie darzyli Polakow zbyt duzym zaufaniem - "jacy moga byc z was zolnierze, jezeli w 39-tym broniliscie sie tylko kilka tygodni". Wrazenia z Kampanii Francuskiej odniosl bardzo ujemne: niskie morale, dezorganizacja, przestarzaly, znacznie gorszy od polskiego, sprzet wojenny. W trakcie zmagan z wrogiem w okolicach Lyonu cudem niemal uniknal smierci w czasie nalotu bombowego. Ewakuacja z pokonanej Francji odbyla sie na weglowcu wskutek czego wyladowujacy sie w porcie angielskim Liverpool, pokryci pylem weglowym zolnierze sprawiali bardziej wrazenie gornikow, niz wojska. Centrum wyszkolenia lotnikow polskich w Wielkiej Brytanii byl Blackpool, w srodkowej Anglii. Stamtad, po ukonczeniu Elementary Flying Training School (E.F.T.S.) i Service Flying Training School (S.F.T.S.), kierowano do Operational Training Unit (O.T.U.), gdzie dokonywano ostatecznego zgrywania zalog. 25 czerwca 1942 roku, z takiego wlasnie O.T.U. (Nr 18) znajdujacego sie w Bramcote, ppor. pilot Jozef Nowak polecial na swoj pierwszy lot bojowy - bombardowanie Bremy. Otrzymuje przydzial do Dywizjonu Bombowego 300 Ziemii Mazowieckiej. Po wykonaniu kilku lotow w charakterze drugiego pilota zostaje dowodca zalogi bombowca. Do kwietnia 1943 roku odbywa 31 lotow operacyjnych (plus jeden lot niezaliczony - lot przerwany z powodu oblodzenia samolotu), po czym zostaje skierowany jako instruktor do O.T.U., gdzie przez nastepne dwa lata szkoli zalogi bombowe. W tym czasie odbyl tez trzy dinghy search" - loty, ktorych zadaniem bylo odnajdowanie zestrzelonych nad kanalem La Manche lotnikow. Kilka wypraw szczegolnie tkwi w pamieci. Jeden z pierwszych lotow operacyjnych. Ppor. Nowak (jeszcze jako drugi pilot) prowadzi swojego Wellingtona do celu. W komorach bombowych ladunek ponad czterech tysiecy funtow bomb. Samolot zostaje wyluskany z ciemnosci nocy przez reflektory niemieckiej artylerii przeciwlotniczej i uchwycony w "stozku" reflektorow koncentruje na sobie ogien dziesiatek dzial przeciwlotniczych. Wydostanie sie ze "stozka" to dla zalogi bombowca sprawa zycia, lub smierci. Samoloty bombowe nie sa, z natury, stworzone do akrobacji lotniczych (szczegolnie obciazony ladunkiem bomb), szybkosc tez nie jest ich najmocniejsza strona. Dzieki karkolomnemu manewrowi udaje sie jednak pilotowi "zgubic" reflektory i "zainteresowanie" niemieckiej artylerii. W ten sposob ppor. Nowak zdaje, niejako, egzamin praktyczny z rzemiosla wojennego i wkrotce zostaje dowodca zalogi bombowca. 6 wrzesnia, 1942. Cel - Duisburg. Wellington por. Nowaka nie osiaga celu bombardowania z powodu postrzelenia i unieruchomienia lewego silnika. Pilot decyduje o powrocie do bazy macierzystej na wciaz pracujacym, prawym silniku (Wellington to samolot bombowy dwusilnikowy). Ladunek bomb, ktory w tej sytuacji stanowi szczegolnie niebezpieczny balast, zostaje zrzucony na przypadkowo odkryte lotnisko wojskowe nieprzyjaciela. Nad Anglia oczekuje ich gesta mgla, utrudniajaca odnalezienie naziemnego znaku swietlnego, identyfikujacego macierzysta baze lotnicza i pomagajacego powracajacym z zadania zalogom latajacym w bezpiecznym ladowaniu. Wszyscy czlonkowie zalogi rozgladaja sie nerwowo w poszukiwaniu znaku swietlnego macierzystego lotniska i wreszcie przedni strzelec pokladowy melduje jego rozpoznanie, a w chwile pozniej cos, co we mgle wyglada na oznakowany swiatelkami pas startowy. Wszelkie jednak proby nawiazania lacznosci radiowej z baza lotnicza spelzaja na niczym, co wzbudza czujnosc dowodcy. Kiedy bombowiec podchodzi do ladowania i jest juz na wysokosci okolo 800 stop, pilot katem oka widzi umykajaca pod samolotem jakas wieze, ktorej w okolicy lotniska byc nie powinno. W ostatniej chwili wyrywa uszkodzony samolot w powietrze i po niedlugim czasie odnajduje wlasne, tym razem prawdziwe, lotnisko. Wskutek pomylki, popelnionej przez strzelca pokladowego w identyfikacji beacon'u bombowiec omal nie "wyladowal" na stacji kolejowej miasta Lincoln. Wieza nalezala do tamtejszej katedry, a rzekome swiatla pasa startowego to odbijajace sie w wodach rzeki swiatla oswietlajace biegnacy rownolegle tor kolejowy. 5 marca, 1943. Cel - Essen, centrum niemieckiego przemyslu zbrojeniowego. Wiedza o tym zalogi i nie tai tego oficer prowadzacy odprawe, ze jest to obszar zaciekle broniony przed atakami lotnictwa, a zatem najbardziej nasycony artyleria przeciwlotnicza. Zaloga Wellingtona ze znakami BH-S ppor. Nowaka otrzymuje zadanie dodatkowe - po dokonaniu bombardowania krazyc przez dwadziescia minut w strefie nalotu i kierowac nad cel nadciagajace fale bombowcow. Lot ten i owe dwadziescia minut ppor. Nowak zapamietal jako, bodaj, najciezsze chwile w swoim zyciu - rozrywajace sie dookola jego maszyny pociski ognia zaporowego artylerii przeciwlotniczej, nadciagajace fale bombowcow - wiele niemal natychmiast unicestwionych przez ich wlasne, smiercionosne ladunki eksplodujace w ogniu wroga przed uwolnieniem.. Sekunda po sekundzie przez dwadziescia minut - Pandemonium! Maszyna ppor. Nowaka wydawala sie byc odporna na ogien nieprzyjaciela - jedna dluga sekunda po drugiej przez dwadziescia minut zdajacych sie byc wiecznoscia - i przezyla. Z pieciu zalog, ktore 300 Dywizjon Bombowy wyslal na to zadanie, powrocila tylko jedna. Kiedy po powrocie do bazy macierzystej ppor. Nowat zdawal relacje sluzbowa z przebiegu nalotu, przysluchiwal sie jej gen. Wladyslaw Sikorski, ktory tego wlasnie dnia przebywal z wizyta w dywizjonie. Po zakonczeniu meldunku osobiscie zobowiazal dowodce dywizjonu do przedstawienia Zalogi Bombowej Nr 146 do odznaczenia Orderem Wojennym VIRTUTI MILITARI. Czlonkami Zalogi Bombowej Nr 146 w owym czasie byli: ppor. Jozef F. Nowak (pilot, VM 8310), por. Jozef Danielewicz (nawigator, VM 8349), ppor. Edward Pyzalski (przedni strzelec pokladowy, VM 8305), sierz. Czeslaw Tadzik (radiooperator, VM 8344) i sierz. Roman "Dziadzio" Raniszewski (tylny strzelec pokladowy, VM 8341). Przeciwnikiem zalog latajacych byly nie tylko mysliwce i artyleria przeciwlotnicza nieprzyjaciela. Pogoda, kiedy dobra, chociaz sprzyjala nawigacji i wykonaniu zadania, pomagala rowniez nieprzyjacielowi. Kiedy zla, utrudniala wykonanie zadania i mogla spowodowac uszkodzenie, czy nawet zniszczenie samolotu. W czasie wykonywania jednego z zadan samolot por. Nowaka natrafil na obszar gwaltownych wyladowan atmosferycznych, czyli po prostu, burze. Piorun zniszczyl antene radiowa bombowca, miedzy naelektryzowanymi lufami karabinow maszynowych wytworzyl sie luk elektryczny, tylny strzelec nie mogl nawet dotknac spustu swoich karabinow maszynowych bez obawy porazenia elektrycznego. Po oficjalnym zakonczeniu wojny, odarty z marzen o sluzbie
w polskim lotnictwie wojskowym, kpt. pilot Jozef Franciszek Nowak latal
jeszcze przez pewien czas w angielskim lotnictwie transportowym, zrazony
jednak niechetnym, czy wrecz wrogim nastawieniem wielu Brytyjczykow
do bylych sojusznikow, zdecydowal sie wraz z zona na emigracje do Kanady. Wsrod odznaczen, poza Krzyzem Srebrnym Orderu Wojennego
VIRTUTI MILITARI (nr 8310) posiada z wazniejszych: Krzyz Walecznych
(trzykrotne nadanie), francuski Croix de Guerre i angielski Air Crew
Europe Star. Kwiecien, 1996 Jozef Franciszek Nowak zmarl 24 maja 2003 w Hamilton, Ontario
Last modified September 20, 2008 8:34 PM |