|
ZBRODNIE SOWIECKIE NA KRESACH WSCHODNICH II RZECZYPOSPOLITEJ, CZERWIEC-LIPIEC 1941 Krzysztof Popinski
|
|||||
|
2.1
Kresy Poludniowo-Wschodnie Najwieksza liczbe wiezniow zamordowano we Lwowie. Czesc ewakuowano 22 czerwca na wschod pieszo, droga na Tarnopol, Czortkow, Berdyczow - az do Moskwy, dokad dotarli 28 sierpnia. W czasie marszu ci, ktorzy nie mogli nadazyc za kolumna, byli mordowani przez konwojentow. Pozostali, zaladowani w Moskwie do wagonow bydlecych, przewiezieni zostali do Pierwouralska. W czasie przewozu wielu zmarlo na tyfus. Z osmiuset wyprowadzonych ze Lwowa, ewakuacje do Pierwouralska przezylo tylko dwustu czterdziestu osmiu [9]. Mimo ewakuacji czesci wiezniow, wiezienia lwowskie nie opustoszaly, gdyz na miejsce ewakuowanych trafili tu nowi, aresztowani tuz po wybuchu wojny, zwlaszcza zas po stlumieniu przez Sowietow powstania ukrainskiego, jakie wybuchlo 24 czerwca we Lwowie. Wsrod nowych wiezniow znajdowali sie zarowno Ukraincy, jak i Polacy. Laczna liczbe aresztowanych w tym czasie ocenia sie na cztery do siedmiu tysiecy, choc dolna granica wydaje sie byc blizsza rzeczywistej liczbie [10]. Mordowanie wiezniow rozpoczeto juz 22 czerwca, choc - jak sie wydaje - jeszcze nie na wieksza skale. Starano sie tez jeszcze ten fakt ukrywac. Ciala zakopywano miedzy innymi na Wzgorzach Wuleckich i na tak zwanych "Piaskach". 24 czerwca, rowniez wskutek chaosu wywolanego ukrainskimi wystapieniami zbrojnymi przeciw Sowietom, wybuchla w miescie panika, a w nocy z 24 na 25 czerwca sluzby wiezienne NKWD opuscily na kilka godzin wiezienia przy ul. Zamarstynowskiej, oraz tak zwane "Brygidki" przy ul. Kazimierzowskiej. Czesci wiezniow "Brygidek" udalo sie wydostac z cel przez rozbite piece, ktorych paleniska otwieraly sie od strony wieziennych korytarzy. Ci, znajdujacy sie juz w korytarzach, otwierali od zewnatrz drzwi innych cel uwalniajac nastepnych wiezniow by nastepnie uciec na wolnosc przez brame glowna wiezienia. Czesc wiezniow nie wykorzystala okazji obawiajac sie, iz jest to prowokacja ze strony straznikow - pozostali oni w celach, albo zdecydowali sie na podjecie ryzyka ucieczki zbyt pozno. W wiezieniu na Zamarstynowie, gdzie zamieszanie trwalo krocej i wiezniowie nie wiedzieli o ucieczce personelu wieziennego, pozostali oni w celach [11]. Zamieszanie wywolane panika minelo jednak dosc szybko i 25 czerwca nad ranem NKWD powrocilo do wiezien, wzmocnione oddzialami wojsk pogranicza. W "Brygidkach" wiezniow, znajdujacych sie jeszcze na dziedzincu spedzono do budynku wieziennego, a pozniej do cel z pomoca ognia karabinow maszynowych. Do ostrzalu wykorzystac miano tez przejezdzajace w poblizu sowieckie wozy bojowe. Po opanowaniu sytuacji, NKWD wypuscilo wiezniow kryminalnych i przystapilo do likwidacji politycznych. Egzekucji dokonywano w celach z broni palnej. Odglosy strzalow tlumily pracujace na pelnych obrotach silniki pojazdow stojacych na dziedzincu wiezienia [12]. 26 czerwca w nocy, w wiezieniu przy ul. Jachowicza wywolywano w odstepach pieciominutowych wiezniow politycznych, ktorym dla niepoznaki kazano zabierac ze soba rzeczy osobiste, by nastepnie mordowac ich w piwnicy wiezienia strzalem w tyl glowy. Zwloki zamordowanych wynoszono na noszach i wrzucano do duzego, wypelnionego ponad powierzchnie wykopu, ktory na koniec przysypano cienka warstwa piasku [13]. W wiezieniu przy ul. Zamarstynowskiej, po powrocie NKWD rowniez zaczeto wyciagac wiezniow z cel. Nastepnie prowadzono ich na dziedziniec wiezienny, gdzie dokonywano egzekucji. Takze i tu jej odglosy zagluszano za pomoca pracujacych silnikow [14]. Wiezniow wymordowano rowniez w wiezieniu przy ul. Lackiego, gdzie miano przy tym dopuszczac sie szczegolnego okrucienstwa, oraz w siedzibie NKWD przy ul. Pelczynskiej. Ten ostatni obiekt mial 24 czerwca stac sie celem nieudanego ataku bojowek ukrainskich, dazacych do uwolnienia wiezniow [15]. Jak sie wydaje, mordu dokonaly oddzialy wojsk pogranicza NKWD, ktore wczesniej opanowaly sytuacje w wiezieniach po ucieczce sluzb wieziennych. W tym kilkudniowym, chaotycznym okresie, wladze sowieckie zdazyly jeszcze rozplakatowac w miescie zarzadzenie, nakazujace wydawanie zbiegow i grozace kara za ich ukrywanie [16]. Tylko nieliczni przezyli masakre wiezniow w wiezieniach lwowskich. Na Zamarstynowie ocalalo kilka kobiet i okolo szescdziesieciu mezczyzn [17]. Pewna liczba kobiet i mezczyzn uratowala sie z opuszczonego przez NKWD po raz drugi wiezienia przy ul. Kazimierzowskiej. Po wydarzeniach z 24 na 25 czerwca, wiezniowie nie probowali juz uciekac. Zawiodl ich, byc moze, instynkt samozachowawczy na wiesc o uwolnieniu wiezniow kryminalnych oraz fakt, iz wiekszosc z nich nie byla skazana przez sowiecki wymiar 'sprawiedliwosci' na kare smierci. Wywolywani z cel szli wiec bez oporu liczac na to, iz wychodza na wolnosc. Przezyli tylko ci, ktorych nie zdolano z braku czasu wywolac, lub tez ci, ktorzy zapedzeni nie do swoich cel, nie zglosili sie, gdy wywolywano ich nazwiska [18]. Szacunkowe dane wskazuja, ze w wiezieniach lwowskich zginelo lacznie kilka tysiecy wiezniow. Pierwsze meldunki jednostek niemieckiego XLIX Korpusu Armijnego, ktore 30 czerwca zajely miasto, byly bardzo nieprecyzyjne i podawaly liczby rzedu od kilkuset do nawet kilku tysiecy ofiar. Jak sie wydaje, probie uscislenia liczby ofiar stanal na przeszkodzie strach przed wybuchem epidemii chorob, ktory zmusil Niemcow nie tylko do zaniechania dokladnych prac ekshumacyjnych, jak rowniez i oddania rodzinom zwlok, ktorych tozsamosc ustalono. 31 lipca 1941 roku, w meldunku Einsatzgruppen ze Lwowa mowi sie o trzech do czterech tysiacach ofiar - ich narodowosc okreslona jest, jako ukrainska - bez uwzglednienia wsrod nich Polakow [19]. Ukrainski Czerwony Krzyz w apelu z 7 lipca, skierowanym do niemieckiej komendantury Lwowa, podaje liczbe czterech tysiecy zamordowanych. Organizacja ta zwrocila sie jednoczesnie o pozwolenie na zbadanie miejsca zbrodni przez przedstawicieli Czerwonego Krzyza z krajow neutralnych [20]. Polska i ukrainska prasa 'gadzinowa', ktora w lipcu 1941 roku rozpisywala sie szeroko na temat zbrodni, o konkretach, a w szczegolnosci o liczbach wypowiadala sie malo. Goniec Codzienny podawal na przyklad, iz w "Brygidkach" zginelo okolo jednego tysiaca osob, a Krakivski Visti okreslaly ogolna liczbe ofiar ze wszystkich lwowskich wiezien na dwa do trzech tysiecy - z siedmiu tysiecy aresztowanych po 22 czerwca - przy czym tozsamosc miano ustalic w przypadku siedmiuset. Niemiecka propaganda oficjalna, wykorzystujaca wielokrotnie sprawe sowieckiego mordu, podwyzszyla liczbe ofiar nawet od siedmiu do osmiu tysiecy, z czego trzy tysiace mialo zginac na Zamarstynowie, a cztery tysiace na ul. Lackiego. Jeden z glownych organow prasowych polskiego podziemia - Biuletyn Informacyjny - w numerze z 17 lipca 1941 roku podal cztery tysiace, jako laczna liczbe ofiar sowieckich we Lwowie. Natomiast Wladyslaw Studnicki, w wydanej legalnie pod okupacja niemiecka publikacji, podsumowujacej sowiecka dzialalnosc na Kresach w latach 1939-1941, podaje liczbe tysiaca dwustu dwudziestu zamordowanych, w tym szesciuset Ukraincow, czterystu Polakow oraz dwustu dwudziestu Zydow. Analiza podanych liczb i ich zrodel pozwala przyjac najczesciej cytowana liczbe czterech tysiecy za najbardziej wiarygodna. I to mimo, iz wedlug ujawnionej dokumentacji NKWD "ubylo wedlug pierwszej kategorii" (w urzedowej terminologii NKWD eufemizm oznaczajacy wykonane egzekucje) tylko dwa tysiace czterystu szescdziecieciu czterech wiezniow. Ta sama dokumentacja twierdzi, iz pozostawiono w wiezieniach przeszlo poltora tysiaca wiezniow, podczas gdy relacje wskazuja na odnalezienie co najwyzej kilkuset tych, ktorzy ocaleli [21]. Podobnych zbrodni NKWD dokonalo takze w innych miejscowoœciach Kresow poludniowo-wschodnich. 22 czerwca 1941 roku straz graniczna NKWD spalila w Oleszycach, kolo Lubaczowa wiezniow przetrzymywanych w zamku Sapiehow [22]. Prawdopodobnie 26 czerwca - wedlug swiadectwa polskiego - zamordowano w wiezieniu w Rudkach przetrzymywane tam osoby, a ich zwloki przewieziono nastepnie do pobliskiego lasku. Odnalezionych zostalo dziewiec zwlok, z ktorych rozpoznano cztery, przewaznie aresztowanych po 22 czerwca przedstawicieli miejscowej inteligencji. Czesc wiezniow zdolala uwolnic sie podwazajac drzwi cel ryglami od piecow i uciec, kiedy NKWD na jakis czas opuscilo wiezienie. Wkrotce potem enkawudzisci jednak wrocili, choc na krotko i w odwecie mscili sie na okolicznej ludnosci. Zrodla niemieckie oszacowaly liczbe ofiar NKWD w Rudkach i pobliskim Komarnie na okolo dwiescie. Mieli wsrod nich byc mezczyzni, jak tez kobiety i dzieci wylacznie narodowosci ukrainskiej, co w przypadku Rudek jest niezgodne z prawda, gdyz wsrod ofiar byli tam takze Polacy [23]. W Drohobyczu funkcjonowaly dwa wiezienia NKWD - wieksze, przy ul. Truskawieckiej, zwane rowniez (jak jedno z wiezien we Lwowie) "Brygidkami", oraz areszt sledczy przy ul. Stryjskiej. W ostatnich dniach czerwca, NKWD wyprowadzilo na dziedziniec wiezniow z cel aresztu na Stryjskiej informujac ich, ze zostaja wypuszczeni na wolnosc. Gdy znalezli sie juz na dziedzincu, z wiez strazniczych otwarto do nich ogien z karabinow maszynowych. Pod zwalami trupow przezyli tylko nieliczni. Prasa ukrainska donosila o niemal dwoch tysiacach ofiar, choc wydaje sie, iz jest to liczba znacznie zawyzona - nie zostala ona tez potwierdzona przez polskich swiadkow, mowiacych o kilkudziesieciu lub co najwyzej kilkuset zamordowanych. Rowniez wyniki ekshumacji, przeprowadzonej na terenie drohobyckiego wiezienia, sklaniaja do uznania za blizsza prawdy liczbe ponizej tysiaca. W wykopach na terenie wiezienia znaleziono kilkaset szkieletow i slady wskazujace na spalenie podobnej liczby zwlok ludzkich. Jesli nawet dodac do tego pewna liczbe zamordowanych, ktorych zwloki zostaly pochowane osobno przez rodziny, liczby podane przez ukrainska 'gadzinowke' nalezy uznac za zbyt wysokie. Wciaz nie wyjasniony do konca pozostaje los wiezniow drohobyckich "Brygidek" [24]. W piwnicach wiezienia w Boryslawiu NKWD zamordowalo kilkudziesieciu mlodych ludzi, glownie Ukraincow, choc byli tam takze Polacy. Przed smiercia ofiary okrutnie torturowano, a odglosy znecania sie zagluszano warkotem pracujacego na dziedzincu silnika traktora. W Bobrce, w znajdujacym sie obok sadu wiezieniu znaleziono - wedlug swiadka polskiego - zwloki 9-10 osob, zamordowanych przez NKWD. Zwloki mialy byc popalone kwasem solnym w celu uniemozliwienia identyfikacji. Niemiecki meldunek wojskowy z tej miejscowosci (3 lipca 1941) donosil o szesnastu ofiarach narodowosci ukrainskiej [25]. W Nadwornej czesc wiezniow zostala wyprowadzona do pobliskiej Bystrzycy Nadwornianskiej, gdzie nad rzeka Bystrzyca zamordowano okolo osiemdziesiat osob, w tym kobiety i dzieci. Ofiary zabijano uderzeniem kolby karabinu w potylice [26]. W Zolkwi - wedlug relacji polskich swiadkow i pozniejszych ustalen - w wiezieniu w Zamku Zolkiewskich NKWD zamordowalo przed ucieczka trzydziestu czterech wiezniow. Takze w tym wypadku, pierwsze niemieckie meldunki wojskowe podawaly zawyzona, jak sie wydaje, liczbe od piecdziesieciu do szescdziesieciu ofiar, wylacznie narodowosci ukrainskiej, Nie jest to zgodne z prawda, gdyz udowodniono, ze wsrod ofiar byli rowniez Polacy. Z masakry uratowalo sie kilka osob; udalo im sie wybic dziure w piecu znajdujacym sie w celi i wydostac na wolnosc. Wsrod uratowanych byl rowniez jeniec niemiecki. Trzydziestu wiezniow zostalo zamordowanych przez NKWD w Szczercu, a ich zwloki ukryto w stodole miejscowego probostwa [27]. Kilkuset wiezniow zamordowalo NKWD w Brzezanach. Od 26 czerwca odglosy dokonywanej zbrodni gluszono warkotem pracujacego silnika. W nocy 29 czerwca, zwloki rozstrzelanych wrzucono do rzeki Zlota Lipa. Informacje te potwierdzaja niemieckie meldunki wojskowe. Ponadto w wiezieniu znaleziono zwloki dalszych stu piecdziesieciu ofiar, a okolo siedemdziesiat w zamaskowanych wykopach w okolicy brzezanskiego zamku. Uratowalo sie osiemdziesieciu wiezniow, ktorzy ocalenie zawdzieczaja ucieczce enkawudzistow. Cytowane zrodlo niemieckie wspomina takze o znalezieniu kilkunastu okaleczonych zwlok w piwnicy jednego z domow w miescie [28]. 22 czerwca, wobec grozby zajecia Przemysla przez wojska niemieckie, wyprowadzono z tamtejszego wiezienia dwie grupy wiezniow. Kilkuset wiezniow politycznych doprowadzono do aresztu w Dobromilu, a druga kolumna, zlozona w wiekszosci z ponad dwustu wiezniow pospolitych, natrafic miala - wedlug 'gadzinowki' ukrainskiej - na niemiecki patrol, ktory ich uwolnil. Swiadomi oczekujacego ich losu, konwojenci sowieccy mieli popelnic samobojstwo. Wiezniow, doprowadzonych do Dobromila, zamordowano 26 i 27 czerwca razem z przebywajacymi tam juz wczesniej. Poczatkowo, wyprowadzanych pojedynczo, zabijano uderzeniem mlotem w potylice by nastepnie tych, ktorzy opierali sie wyjsciu z cel, wystrzelac przy uzyciu broni maszynowej. Z masakry ocalalo zaledwie kilka osob. Czesc zwlok wywieziono samochodami do nieczynnego szybu kopalni soli w pobliskim Lacku. Niektore relacje swiadkow polskich wskazuja na to, iz oprocz zwlok przywiezionych z dobromilskiego wiezienia, wrzucano tam rowniez zywych wiezniow przyprowadzonych bezposrednio z Przemysla. Szacunki lacznej liczby ofiar sa bardzo rozbiezne. Zrodla ukrainskie, a za nimi niemieckie podaja, iz ofiara NKWD w powiatach dobromilskim i przemyskim padlo okolo tysiaca Ukraincow - zaliczono do tej liczby zapewne i osoby narodowosci polskiej. Wedlug tego samego zrodla, w wiezieniu w Dobromilu znalezc miano tez ponad piecdziesiat zwlok wiezniow, zamorodowanych przez NKWD 27/28 czerwca. Ocalec mialo pieciu wiezniow. Zwloki zamordowanych znaleziono tez w innych obiektach w miescie, zajmowanych przez NKWD. W szybie w Lacku natrafiono na okolo piecset do szesciuset zwlok - wydobyto siedemdziesiat siedem. Dostepne dane zdaja sie potwierdzac jedna z relacji polskich, mowiaca o czterystu do pieciuset wiezniach, przeprowadzonych do Dobromila z Przemysla, a po zamordowaniu o wywiezieniu ich zwlok do wspomnianego szybu. Inne polskie relacje opisuja terror, jaki NKWD stosowalo wobec mieszkancow obu powiatow w ostatnich dniach przed wkroczeniem Niemcow, jednak podawane przez nie dane wydaja sie byc zdecydowanie zawyzone [29]. Blizej nieznana liczbe wiezniow zamordowalo NKWD w Stanislawowie. Odglosy rozpoczetej wkrotce po 22 czerwca akcji mordowania zagluszano warkotem pracujacych silnikow pojazdow. Wedlug 'gadzinowej' prasy ukrainskiej, zginac mialo okolo dwoch i pol tysiaca wiezniow, jednak prasa niemiecka, a za nia i polska oszacowaly liczbe zamordowanych na poltora tysiaca. Relacje polskich swiadkow i doniesienia prasy wegierskiej, odnotowane w polskiej prasie emigracyjnej, mowily rowniez o uratowaniu sie duzej liczby wiezniow - byc moze okolo tysiaca - ktorym udalo sie zbiec w czasie chwilowego opuszczenia wiezienia przez NKWD. Pomoc uwiezionym niosl na czele grupy mlodziezy ze Strzelca i Przysposobienia Wojskowego kapitan Ignacy Lubczynski [30]. Wiezniowie uciekali, miedzy innymi, przez ogrody wiezienne. NKWD wrocilo jednak i dokonczylo mordu na pozostalych wiezniach [31]. 23 czerwca NKWD przystapilo do likwidacji wiezniow w Sadowej Wiszni. Przedtem, o godzinie 16:00, przywieziono okolo siedemdziesiecioosobowa grupe wiezniow z Przemysla i Moscisk - ci zostali zabrani do egzekucji jako pierwsi. Po jej wykonaniu kolej przyszla na wiezniow - mieszkancow Sadowej Wiszni. Enkawudzisci wymordowali ich na dziedzincu wiezienia seriami z broni maszynowej - tak i tutaj, odglosy egzekucji zagluszano warkotem silników. Egzekucja nie zostala dokonczona na skutek ucieczki NKWD. Nad ranem rodziny uwiezionych wlamaly sie do wiezienia, uwalniajac okolo piecdziesieciu ocalalych, glownie mieszkancow miasteczka i okolic - Polakow i Ukraincow. W rozbijaniu bramy wiezienia i drzwi do cel najbardziej zasluzyl sie mieszkaniec Sadowej Wiszni - Tarabanowicz, slusarz kolejowy, wczesniejszy dzialacz komunistyczny. Ciala ofiar NKWD, w liczbie okolo siedemdziesieciu, znaleziono w pobliskim lasku, obok miejscowego kosciola. Ocaleli wiezniowie nie mogli jeszcze przez kilka dni powrocic do domow z powodu obecnosci sowieckiej w okolicy [32]. W Stryju enkawudzisci wymordowali wiezniow w wiezieniu przy ul. Trybunalskiej oraz w siedzibie NKWD. Wedlug swiadkow polskich, zabijano wiezniow prowadzac ich rzekomo do lazni. Tam byli mordowani narzedziem do uboju bydla, lub strzalem w potylice, a nastepnie ich ciala - czesto tylko ogluszonych - wrzucano do dolow kloacznych na podworzu, lub do wykopu z wapnem. Razem z cialami ofiar wrzucono do kanalow zapasy zywnosci. Z masakry ocaleli tylko niektorzy - ci, ktorym udalo sie wydostac z wiezienia po ucieczce NKWD, lub zostali uratowani przez przybylych z pomoca mieszkancow miasta. Ocalala, miedzy innymi, grupa Polakow, ktorzy po ucieczce straznikow wydostali sie z celi na korytarz przez piec. Tam napotkali juz grupe polskich kolejarzy spieszacych z pomoca. Wsrod znalezionych w siedzibie NKWD zwlok, wiele nosilo slady bestialskiego okaleczenia. Liczba ofiar narodowosci polskiej i ukrainskiej siegala od stu do kilkuset [33]. Z wiezienia w Zloczowie wyprowadzono tuz po 22 czerwca kolumne okolo stu wiezniow, ktorym naczelnik wiezienia oswiadczyl, ze zostana doprowadzeni do najblizszej stacji kolejowej i wywiezieni w glab Zwiazku Sowieckiego. Po dojsciu do wsi Folwarki, konwojenci rozpoczeli z broni maszynowej egzekucje prowadzonych. Ocalec mialo tylko trzech wiezniow, ktorzy zdecydowali sie na ucieczke, wykorzystujac zamieszanie spowodowane niemieckim nalotem. Tych, ktorzy pozostali w wiezieniu, rowniez zamordowano. Wedlug relacji ukrainskiej 'gadzinowki', zginelo szesciuset czterdziestu dziewieciu wiezniow, z czego rozpoznac miano czterdziestu siedmiu - Ukraincow; wedlug swiadka polskiego liczba ofiar miala byc nawet okolo siedmiuset. Uciekajac, enkawudzisci pozostawili dokumentacje wiezienna, ktora dostala sie w rece okolicznej ludnosci. Wedlug ustalen Okregowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Lodzi, po wkroczeniu Niemcow zwloki ofiar znaleziono w ogrodzie wieziennym oraz na dziedzincu. Moglo ich byc znacznie wiecej, niz pierwotnie sadzono - niektore swiadectwa mowia nawet o okolo dwoch tysiacach ofiar. NKWD wyjatkowo 'sumiennie' mialo wykonac swe zadanie, gdyz nikt z wiezniow prawdopodobnie nie ocalal [34]. W Samborze, tuz po wybuchu niemiecko-sowieckiego konfliktu, NKWD rowniez zaczelo rozstrzeliwac wiezniow. Poczatkowo mordowano ich malymi grupkami by nastepnie, noca z 24 na 25 czerwca, wyprowadzic na dziedziniec wiezienia duza grupe i zmasakrowac ogniem karabinow maszynowych i granatami. Jeden z wiezniow wydostal sie z masakry i krzykiem zaalarmowal pozostalych. Ci uwolnili sie z cel i, korzystajac z ucieczki czesci enkawudzistow, podjeli probe wydostania sie poza wiezienie. Ostrzeliwani przez pozostalych jeszcze straznikow, zdolali jednak rozbic brame glowna i zbiec. Swiadkowie polscy podaja przewaznie liczbe ponad pieciuset ofiar, znalezionych w samym wiezieniu oraz sto szesnascie zwlok w wykopach nad Dniestrem. Ta ostatnia liczba zostala potwierdzona w wyniku przeprowadzonej ekshumacji. Akcja mordowania wiezniow kierowac mieli: sowiecki prokurator Stupakow i naczelnik wiezienia, Milczenko [35]. Po wybuchu wojny niemicko-sowieckiej przystapiono do ewakuacji czesci wiezniow z Czortkowa. Wedlug relacji swiadka polskiego, kolumne wiezniow pedzono droga na Zytomierz, przez Winnice i Human. Slabnacych dobijano po drodze tak, ze wiekszosc zostala zamordowana przed dotarciem do Humania. Inna grupe wiezniow transportowano koleja przez siedemnascie dni, z Czortkowa do Gorkiego. Podroz w wagonach, pelnych odchodow zwierzecych, odbywala sie w scisku i upale, co spowodowalo duza smiertelnosc - w jednym z wagonow ze stu trzydziestu pieciu osob zmarly trzydziesci cztery. Ciala zmarlych straznicy usuwali co kilka dni. Pozostalych w czortkowskim wiezieniu NKWD zamordowalo przy uzyciu karabinow maszynowych, a ich zwloki zakopano na dziedzincu wieziennym. Uciekajac z miasta, enkawudzisci dokonali tez wielu aktow gwaltu i rabunku na ludnosci. Zamordowali, miedzy innymi, kilku zakonnikow-dominikanow w ich siedzibach w miescie i poza miastem, nad przeplywajacym w poblizu Seretem [36]. Tuz przed zajeciem Tarnopola przez Niemcow, NKWD wyprowadzilo z tamtejszego wiezienia kolumne ponad tysiaca wiezniow. Bylo wsrod nich wielu przedstawicieli polskiej inteligencji, aresztowanych juz po 22 czerwca. Wedlug swiadectwa polskiego, nie wytrzymujacych tempa marszu mordowano - mordy rozpoczely sie juz na ulicach Tarnopola. Pozostalych wiezniow, glownie Ukraincow, NKWD zamordowalo. Wsrod ofiar byli takze niemieccy jency wojenni. Ciala wrzucono do piwnic i do wykopu na podworzu wieziennym. Wedlug niemieckiego meldunku wojskowego, zginac mialo ponad dwustu wiezniow i dziesieciu niemieckich jencow wojennych. Swiadkowie polscy szacowali liczbe ofiar na mniej wiecej tysiac, a prasa polska w Wielkiej Brytanii wspominala za prasa niemiecka o kilkuset [37]. Na co najmniej dwadziescia szacuje polski swiadek liczbe wiezniow, zamordowanych przez NKWD w Kamionce Strumilowej, a dokonanie zbrodni w tamtejszym wiezieniu potwierdzila rowniez owczesna prasa ukrainska [38]. W Kolomyji, likwidacja wiezienia kierowac mial prokurator Rak [39]. Zgineli takze - jak podawala prasa ukrainska - wiezniowie w Przemyslanach, Pasiecznej, Ottyni (trzystu) i Mikolajowie nad Dniestrem, a wedlug polskich swiadectw - rowniez w Zydaczowie, Horodence i w Busku (okolo czterdziestu) [40]. Ostatni przypadek potwierdzaja takze swiadectwa zebrane przez Okregowa Komisje Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Lodzi [41]. NKWD likwidowalo rowniez wiezniow na terenie Wolynia. W Rownem zamordowano - jak podaja swiadectwa polskie - kilkuset (pieciuset?) wiezniow [42]. W Dubnie czesc wiezniow, wypedzonych na podworze, zmasakrowano ogniem karabinow maszynowych i granatami - innych mordowano w celach. Wedlug dosc zgodnych ocen niemieckich, ukrainskich i polskich, zginac mialo ponad piecset osob. Pozniejsze szacunki, pochodzace z tego samego ukrainskiego zrodla, podaja bezpodstawnie - jak sie wydaje - wyzsze dane. Wedlug tychze zrodel czesc wiezniow miala ocalec uwolniona przez okoliczna ludnosc i nadciagajace oddzialy niemieckie, ktorym udalo sie tez ujac enkawudzistow [43]. W Krzemiencu, ofiara NKWD mialo pasc - wedlug swiadectw polskich - kilkuset wiezniow narodowosci polskiej i ukrainskiej (w wiekszosci), a zdaniem prasy ukrainskiej - az poltora tysiaca osob (wylacznie Ukraincow). Dane te jednak, jak sie wydaje, sa w swietle wynikow ekshumacji, przeprowadzonej przez niemiecka Einsatzgruppe, mowiacych o stu do stu piecdziesieciu zwlokach (bardzo zreszta okaleczonych) - znacznie zawyzone [44]. Rowniez w Lucku, po wyprowadzeniu kilkutysiecznej grupy wiezniow na dziedziniec wiezienny, oddzielono przeszlo 1500-osobowa grupe Ukraincow, ktora nastepnie przeprowadzono na sasiednie podworze i tam zamordowano ogniem karabinow maszynowych. To samo uczyniono z pozostalymi wiezniami. Do cel, w ktorych byli jeszcze wiezniowie, enkawudzisci wrzucali granaty. W sumie, wedlug swiadectw polskich i ukrainskich, zginac mialo od dwoch do czterech tysiecy wiezniow, choc zrodla niemieckie ocenily liczbe ofiar, wsrod ktorych mieli byc takze niemieccy lotnicy, na poltora tysiaca. Jedno z doniesien prasy ukrainskiej wspomina o wzieciu przez Niemcow do niewoli enkawudzistow z luckiego wiezienia [45]. W Sarnach, na dwa dni przed ucieczka, NKWD dokonalo jeszcze aresztowan wsrod polskiej inteligencji, by nastepnego dnia rozstrzelac niemal wszystkich znajdujacych sie w tamtejszym wiezieniu. Swiadkowie polscy oceniaja liczbe ofiar na siedemdziesiat do osiemdziesieciu, zrodlo niemieckie natomiast, okreslajace zamordowanych jako Ukraincow obojga plci, podwyzsza te liczbe do stu [46]. Swiadectwa polskie mowia rowniez o likwidacji wiezniow we Wlodzimierzu Wolynskim [47].
SOVIET ATROCITIES IN THE EASTERN BORDERLANDS OF THE II REPUBLIC, JUNE-JULY 1941
Last modified January 17, 2010 9:00 PM |