DZIAŁALNOŚĆ TERRORYSTYCZNA UKRAIŃSKICH ORGANIZACJI NACJONALISTYCZNYCH W POLSCE W OKRESIE MIĘDZYWOJENNYM
|
|||
Wprowadzenie Antypolską działalność terrorystyczną w Drugiej Rzeczypospolitej prowadziły przede wszystkim dwie nielegalne organizacje ukraińskie: Ukraińska Wojskowa Organizacja (UWO) i Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Nie były to jedyne ugrupowania realizujące dywersję i sabotaż na polskim terytorium w latach 1918-1939. Również organizacje o proweniencji komunistycznej (w tym także ukraińskie), szczególnie w latach dwudziestych XX wieku, miały tu swój udział. Źródeł nacjonalistycznego ukraińskiego ruchu terrorystycznego szukać należy w wydarzeniach przełomowego okresu Wielkiej Wojny: walkach polsko-ukraińskich i polsko-bolszewickich z lat 1919-1920. Mimo mylących sformułowań zawartych w piśmiennictwie probanderowskim, istotą powołania i działalności tych organizacji były wystąpienia antypolskie, mające na celu odebranie spornych z Rzeczpospolitą terytoriów. Polem ich działań była przede wszystkim Małopolska Wschodnia, a w dziele tym pomagali im finansowo i logistycznie wrodzy Polsce sąsiedzi: Niemcy, Litwini, Sowieci, a w pewnych okresach i Czesi. Jakkolwiek ruch skrajnie nacjonalistyczny - faszystowski - był początkowo jednym z wielu prądów politycznych mniejszości ukraińskiej, to z biegiem lat stał się najważniejszym. Prostymi, radykalnymi ideami opanował bowiem umysły ukraińskiej młodzieży, a nawet dzieci, wciąganych do pracy organizacyjnej już w wieku lat ośmiu. Młodzi nie chcieli czekać i wypracowywać wolności, jak część starszego pokolenia Ukraińców, w toku żmudnej 'pracy organicznej'. Efektów pragnęli natychmiast. Liczebność UWO i OUN jest trudna do ustalenia. Jeśli chodzi o UWO, była to organizacja kadrowa i tym samym ilość członków nie przekraczała nigdy kilkuset osób. W przypadku OUN szacunkowe dane na rok 1935 mówiły o 4.5-5 tysiącach osób. W przededniu wojny miało ich być według źródeł ukraińskich nawet 20 tysięcy. Liczba ta wydaje się znacznie zawyżona, ponieważ członek OUN musiał być zaprzysiężony w bardzo złożonej procedurze. Czym innym była jednak liczba działaczy-aktywistów, a czym innym - współpracujących z nimi sympatyków. OUN miała bowiem bardzo duże poparcie, liczone w dziesiątkach tysięcy osób. Dnia 25 września 1921 roku UWO dokonała we Lwowie zamachu na Naczelnika Państwa, Józefa Piłsudskiego [1]. Wykonawcą był Stepan Jarosław Fedak [2]. Komendant przybył do "miasta zawsze wiernego" Rzeczypospolitej, aby udekorować je Orderem Krzyża Wojennego Virtuti Militari i uczestniczyć w otwarciu Targów Wschodnich. Zamach zakończył się niepowodzeniem, choć w jego wyniku został ranny towarzyszący Piłsudskiemu wojewoda lwowski, Kazimierz Grabowski. Prawdopodobnie zabicie Piłsudskiego miało być sygnałem do wybuchu ukraińskiego powstania, choć tezie tej przeczy część dokumentów ukraińskich. Przygnębiający był fakt, że do napaści doszło niebawem po sejmowym wystąpieniu Ignacego Paderewskiego, premiera i ministra spraw zagranicznych RP, dotyczącym polityki wobec mniejszości i poszanowania jej praw:
Większość Ukraińców głosu tego posłuchała i przystąpiła do integracji w ramach wspólnego kraju i jego odbudowy. Na tych jednak czekali skrytobójcy - z ręki UWO padały strzały bratobójcze. Zabijano lub zastraszano "chruniów" - czyli wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób, choćby przez przyjmowanie stanowisk samorządowych, współpracowali z władzami. W ten scenariusz wpisało się zabójstwo prof. Sydora (Teodora) Twerdochliba. Pochodził on z patriotycznej rodziny ukraińskiej. Był nauczycielem gimnazjalnym, utalentowanym pisarzem i tłumaczem języka polskiego, jednym z najwybitniejszych literatów ukraińskich. Zamach terrorystyczny na jego życie miał miejsce 15 października 1922 roku na stacji kolejowej Sapieżanka, koło Kamionki Strumiłowej. Twórca ukraińskiego bloku wyborczego, tak zwanych Chliborobów, ośmielił się zaprotestować przeciw działalności nacjonalistycznych bojówek i kandydować do Sejmu. Zginął z rąk UWO za krzewienie idei zgodnego współżycia Polaków i Ukraińców. Z punktu widzenia zasad ukraińskiej organizacji terrorystycznej Twerdochlib był zdrajcą, którego dla zastraszenia innych należało zabić. Zbrodnia ta wywarła ogromne wrażenie na młodych, żądnych czynu 'bojowcach', stając się dla nich swoistym drogowskazem. Śledztwo, przeprowadzone po zabójstwie Twerdochliba, umożliwiło odkrycie wielu tajemnic organizacji. Sparaliżowało to na pewien czas jej działalność, jednak przywódca UWO, Jewhen Konowalec, nie zrezygnował z działań terrorystycznych, zastępując jedynie ataki indywidualne masowymi. Okazję do rozpętania terroru stworzyły rozpisane na dzień 5 listopada 1922 roku wybory do Sejmu i Senatu oraz wydany w związku z tym rozkaz ukraińskiego 'dyktatora' Petruszewicza przeprowadzenia ich bojkotu przez ludność ukraińską, na znak protestu przeciwko "okupacji Galicji Wschodniej". UWO podjęła się roli wykonawcy tej proklamacji poprzez:
Pierwsze wystąpienie Ukraińskiej Wojskowej Organizacji Akcję tę realizowała w Galicji Wschodniej głównie nacjonalistyczna inteligencja ukraińska. Byli to księża greckokatoliccy, nauczyciele, przedstawiciele wolnych zawodów, studenci. Terroryści z UWO posługiwali się również ukraińskimi instytucjami legalnymi - kulturalno-oświatowymi, pomocowymi i sportowymi, które ich wspomagały. Kierownicze stanowiska powierzano byłym oficerom Ukraińskiej Halickiej Armii, ludziom obeznanym z walką zbrojną i środkami technicznymi. Późniejsze śledztwa władz wykazały niezbicie, że w ukraińskich szkołach wciągano do pracy sabotażowej i wywiadowczej nawet 12-14-letnich chłopców, rozbudzając w nich równocześnie nienawiść do Polaków [4]. Sprawnie wykorzystywano propagandę i agitację, tak wewnętrzną, jak i zewnętrzną. Do pracy zaprzęgnięto wszystkie osoby mające cokolwiek wspólnego z dziennikarstwem. Nie było artykułu, notatki, felietonu, który by nie podgrzewał nastrojów lub nie wskazywał sposobów postępowania. Powołano również specjalne punkty propagandowo-agitacyjne i traktowano je na równi z referatami bojowymi. Masowo rozrzucano odezwy, szerzono hasła na wiecach. Wykorzystywano też ambony kościołów greckokatolickich i szkoły. Rozpowszechniano nieprawdziwe pogłoski i wzniecano fałszywe alarmy. Była to zresztą jedna z najskuteczniejszych metod akcji dywersyjnej. Stale szerzono plotki o wkraczaniu wojsk sowieckich z sowieckiej Ukrainy, to znowu brygady ukraińskiej z Czechosłowacji i mającym niebawem nastąpić powstaniu antypolskim. Wywoływało to panikę wśród polskiej społeczności, a nawet w kręgu władz, osłabiając ich rzeczywistą zdolność obrony kraju. Nie rezygnowano też z terroru wobec konkretnych osób. Tych, którzy nie poddali się antypolskiej histerii, zastraszano, ośmieszano, szkalowano, bojkotowano towarzysko, piętnowano publicznie w prasie, na wiecach, zjazdach, zebraniach. Do ludzi, którzy nie chcieli słuchać nacjonalistycznych organizacji (zarówno Polaków, jak i Ukraińców) wysyłano listy z pogróżkami i wyrokami śmierci, wreszcie dokonywano na nich napadów, mordując, nierzadko w okrutny sposób. Akcje bojówek cechowała wyjątkowa brutalność i bezwzględność [5]. Podpalanie domów, dobytku, stert zboża itp. (bez względu na panującą w kraju drożyznę), zamachy na pociągi osobowe przepełnione bezbronną cywilną ludnością, składającą się zresztą w 75 procentach z Ukraińców, świadczyły o niewłaściwym, wręcz zwyrodniałym pojmowaniu walki o niepodległość. Znamienne, że bojówki przeprowadziły znikomą ilość zamachów na polskie wojsko i obiekty wojskowe. Oddziały dywersyjne nigdy też nie stanęły do walki twarzą w twarz. Zatrzymani bojówkarze wypierali się przynależności do organizacji i nie brali odpowiedzialności za swoje czyny, najczęściej oskarżając niewinne osoby, nierzadko powodując ich aresztowania. Aby wprowadzić w błąd śledczych, używano tajnych haseł, zmienianych po każdej dekonspiracji. Jak ustalono w dochodzeniach, przed akcjami terrorystycznymi członkowie bojówek przebierali się, często w polskie mundury wojskowe. Materiały wybuchowe, przemycane z zagranicy, ukrywane były między książkami. Ich rozwożeniem wewnątrz kraju zajmowali się najczęściej chłopi, udający się wozami lub pociągami na targi, ukrywając je w koszach, beczkach, plecakach z żywnością. Kolportaż nielegalnych druków, ulotek antypolskich itp. odbywał się najczęściej przy pomocy przesyłek listowych, w kopertach opatrywanych pieczęciami greckokatolickich urzędów parafialnych, co przez dłuższy czas nie wzbudzało podejrzeń władz porządkowych. Wykonawcy zamachów posługiwali się wszystkimi dostępnymi środkami, od prymitywnych podpaleń przy pomocy zapałek do preparatów chemicznych, od noża i pałki do najnowszych typów broni palnej przesyłanej, czy raczej przemycanej, z zagranicy lub kupowanej w kraju. Dużo broni palnej, rewolwerów i karabinów, ludność posiadała jeszcze z czasów wojny. Nowoczesne materiały wybuchowe pochodziły z zagranicznych, głównie z niemieckich fabryk. W wielu wypadkach bandy uzbrajane były na obcych terytoriach i przekraczały granicę gotowe do dywersji. W ocenie polskich wojskowych zamachy nie były jednak przeprowadzane profesjonalnie. Wrzucanie granatów ręcznych do budynków z bliskiej odległości narażało na obrażenia własnych ludzi, używanie lontów sznurowych domowego wyrobu, podkładanie nieuzbrojonych ładunków dynamitu i ekrazytu pod przejeżdżające pociągi, podpalanie stogów przy pomocy zapałek, zakładanie wydajnych ładunków wybuchowych (jak lignosyt) bez należytego uszczelnienia, świadczyło o pewnej nieudolności i słabym wyszkoleniu. Na rozkaz organizacji tworzono zapasy uzbrojenia. Część pochodziła z czasów wojny, część zbierana była przez organizacje bojowe i wreszcie kupowana od osób posiadających broń legalnie lub w sklepach z bronią. Uzupełniano je towarami przemycanymi z Czechosłowacji i Ukrainy sowieckiej. Do akcji terrorystycznych używano granatów ręcznych, prochu, dynamitu, ekrazytu i lignosytu. Ten ostatni pochodził z fabryk Kruppa na Górnym Śląsku. Wyprodukowany był (co potem ustalili specjaliści) w roku 1921. Pozostałe materiały wybuchowe zdobywano w fabrykach, kopalniach, kamieniołomach, na budowach i przy rozbiórkach dużych obiektów cywilnych i wojskowych, jak, na przyklad, podczas rozbiórki fortów byłej twierdzy w Przemyślu. Przy użyciu lignosytu udało się terrorystom wysadzić jeden obiekt publiczny w Sądowej Wiszni (28 czerwca 1922 roku). Do niszczenia linii telefonicznych i telegraficznych używano pił ręcznych, zaś do przecinania drutów specjalnych nożyc. Maszyny (głównie parowozy) miały być uszkadzane znajdującym się w posiadaniu terrorystów specjalnym proszkiem - materiałem ściernym o wysokiej twardości, tak zwanym karborundum (współcześnie: karborund). Dosypany do oleju smarującego powodował uszkodzenie silników, pomp wtryskowych, napędów, a nawet wybuchy kotłów parowych. Śledztwa wykazały też, że bojówki dysponowały preparatami chemicznymi, którymi planowano zabijać (truć) polskich urzędników administracyjnych i policyjnych. Były to, miedzy innymi, cukierki nasycone cyjankiem potasu. Władzom nie udało się ustalić, czy i w stosunku do kogo próbowano ich używać [6]. Kolejnym środkiem wykorzystywanym przez terrorystów były środki bakteriologiczne, głównie bakterie nosacizny, przechowywane w probówkach. Nosacizną planowano zarażać konie wojskowe. Według danych polskiego wywiadu nie doszło do zastosowania tego środka. Ślady podobnych projektów pozostały jednak w raportach [7] Najbardziej rozpowszechnionym sposobem prowadzenia dywersji były jednak podpalenia. Do podpaleń zabudowań mieszkalnych, budynków gospodarskich, stert zboża, siana i słomy używano najczęściej prymitywnych środków zapalnych, takich jak: ropa naftowa i benzyna, rakiety z lontem czy knoty ze sznura nasycone benzyną i połączone z ładunkiem zrobionym z prochu. Były to środki łatwo dostępne - tym można tłumaczyć wyjątkowo dużą liczbę podpaleń w ogólnej ilości aktów sabotażu i terroru. Do podpalania stodół, gumien terroryści z UWO używali niekiedy innego wyjątkowo niebezpiecznego środka chemicznego. Analizy wojskowych specjalistów dowiodły, że był to nowoczesny niemiecki środek bojowy, tak zwany czasowy zapalnik z kwasem siarkowym. Przy jego umiejętnym zastosowaniu wzniecone pożary okazywały się nie do opanowania, a szkody ogromne. Łączność między nacjonalistycznymi ukraińskimi organizacjami wewnątrz kraju utrzymywano za pośrednictwem kurierów. Posługiwano się przy tym hasłami aktualnymi tylko przez jeden miesiąc. W organizacjach bojowych porozumiewano się wyłącznie przy pomocy rozkazów ustnych, z wykorzystaniem umówionych znaków i pseudonimów. Odezwy, pogróżki i "wyroki śmierci" przesyłano zwykłą pocztą krajową. W ten sposób kolportowano też listy z nielegalną 'bibułą'. W wypadku spraw poważnych i przy przesyłaniu informacji za granicę stosowano szyfry. Władze wojskowe opracowały fragmentaryczne zestawienie [8] dotyczące 301 wypadków, w okresie od stycznia 1922 do marca 1923 roku:
W wspomnianym [przypis nr 7] opracowaniu Dywersja nieprzyjacielska na południowo-wschodniej części Rzeczypospolitej podano [9], że szkody wynikłe z dokonanych aktów terroru i sabotażu wyniosły co najmniej 15 mld marek polskich, czyli około 800 tys. dolarów, wliczając w to przewóz oddziałów wojskowych w głąb kraju. Dane policyjne za rok 1922 [10] notują 203 akty terroru i dywersji:
Ilościowe zestawienie aktów terrorystycznych z uwzględnieniem chronologii według powyższego źródła przedstawia się następująco:
Dane dotyczące zamachów terrorystyczno-sabotażowych z okresu pierwszego wystąpienia UWO różnią się między sobą. Władysław Pobóg-Malinowski (według interpelacji posła Fedorowicza w Sejmie 26.IX.1922), a za nim Sergiusz Mikulicz, podają, że tylko w ciągu pierwszych siedmiu tygodni 1922 roku zarejestrowano 470 podpaleń [11]. Z kolei autor anonimowej publikacji drukowanej w języku ukraińskim w USA Przegląd bojowej działalności na ukraińskich ziemiach, zajętych przez Polskę za 1922 rok pisze o 600 aktach terrorystycznych w Małopolsce Wschodniej. Mirosława Papierzyńska-Turek, podaje liczbę 286 incydentów w roku 1922 [12], zaś przytoczona przez Romana Wysockiego statystyka zawarta w broszurze amerykańskiej, z ambasady polskiej w Londynie, wylicza, że w roku 1922 UWO odpowiadała za 155 podpaleń, 22 zabójstwa policjantów i żołnierzy, 13 zabójstw Ukraińców współpracujących z Polakami, 11 nieudanych zamachów na życie, 68 aktów sabotażowych (udanych i nieudanych) oraz 11 napadów na dwory [13]. Ponadto Wysocki przywołuje źródła ukraińskie, które mówią o około 2300 takich wypadkach w roku 1922 [14]. W jednej z przesłanych autorce relacji znalazła się informacja o próbie masowego mordu ludności polskiej przez nacjonalistów ukraińskich na Wołyniu. Miało do niej dojść w Wielkanoc 1922 roku. Plany zakładały wysadzenie w powietrze kościoła rzymskokatolickiego wraz ze zgromadzonymi na mszy rezurekcyjnej wiernymi. Na szczęście zamiar udaremniono w przeddzień planowanej zbrodni. Nastąpiły aresztowania i proces w Sądzie Okręgowym w Łucku [15]. Pierwsze masowe wystąpienie UWO uświadomiło władzom, z jak poważnym problemem mają do czynienia. Zarówno zdecydowana przewaga ludności ukraińskiej w wielu powiatach, jak i brak międzynarodowego uregulowania przynależności wschodnich terytoriów do Rzeczypospolitej były czynnikami sprzyjającymi irredencie. Poprzez 'zbałkanizowanie' sytuacji w Galicji Wschodniej nacjonaliści ukraińscy chcieli zmusić mocarstwa zachodnie do rozstrzygnięcia kwestii przynależności prowincji po ich myśli. Wysiłek, jaki poniesiono, by poróżnić oba narody, był doprawdy olbrzymi. Ten posiew nienawiści utrzymywał się w latach następnych. Odpowiedzialność za narastającą wrogość spada zarówno na szowinistów ukraińskich, jak i na ukraińską inteligencję, adwokatów, nauczycieli, księży, którzy w jednym przynajmniej powinni się orientować - w ówczesnym położeniu geopolitycznym Galicji Wschodniej i Wołynia. Wszyscy oni swymi wystąpieniami i działaniami poprowadzili ukraińską ludność chłopską na nieprzewidywalne drogi rewanżyzmu. Obraz przedstawianego problemu nie będzie pełny, jeśli pominięty zostanie udział czynników zewnętrznych w tych wydarzeniach. Bez pomocy Niemiec, Czechosłowacji, Litwy i Rosji Sowieckiej akcje antypolskie nigdy nie nabrałyby prawdziwego rozmachu. Pomoc Czechosłowacji przejawiała się w utrzymywaniu na swoim terytorium obozów ukraińskich [16]. Niemcy i Sowieci wykorzystywali ukraiński ruch dywersyjny przede wszystkim do celów wywiadowczych i dostarczali materiałów wojskowych. Wizyta szefa Razwiedupr [17] w Charkowie i stwierdzone przypadki szpiegostwa na rzecz Czechosłowacji przez członków ukraińskiej organizacji Płastun świadczą o tym niezbicie. W trakcie dochodzeń wykazano znaczną pomoc w organizowaniu dywersji i terroru ze strony ukraińskich organizacji emigracjnych w USA. Pieniądze przesyłano legalnie, na adresy osób prywatnych. Już w roku 1921 polskie służby bezpieczeństwa wiedziały, że sumy te przeznaczone były na potrzeby ukraińskich organizacji terrorystycznych. Także sowieckie służby wywiadowcze wspomagały akcję dywersyjną w Galicji Wschodniej finansując, między innymi, działania sowieckich agentur Zakordot i Razwiedupr. Z całą pewnością wsparcia finansowego udzielał również wywiad czechosłowacki. Udowodniony został natomiast fakt wykorzystania przez wywiad czechosłowacki dla celów wywiadowczych ukraińskich organizacji, w tym skautowskich, na początku lat dwudziestych. Zainteresowanie wywiadu niemieckiego sprawą rozstrzygnięcia losów Galicji Wschodniej przekładało się także na znaczącą pomoc finansową. I jakkolwiek w roku 1923 władzom polskim brak było jeszcze na to dowodów, wykazały to niezbicie przechwycone w latach trzydziestych dokumenty ukraińskie i niemieckie. Jednak już wówczas badające tę sprawę władze przewidywały, że finansowanie przez sąsiadów Polski antypolskiego wywiadu i sabotażu w latach następnych nie tylko nie ustanie, lecz przeciwnie, wzrośnie. Przeglądając dokumenty dotyczące pierwszego wystąpienia UWO, można zadać pytanie, dlaczego przygotowana niemal perfekcyjnie pod względem organizacyjnym i wspomagana przez wrogów Polski akcja nie przyniosła spodziewanych rezultatów? Z perspektywy czasu wydaje się, że nacjonaliści ukraińscy zbyt późno włączyli do swoich działań ludność wiejską, a akcje terrorystyczne realizowano, w zasadzie, siłami ukraińskiej inteligencji. To niedopatrzenie zostało zauważone, przeanalizowane i w późniejszych planach UWO i OUN wyeliminowane. Na wieś ruszyły zastępy nacjonalistycznych agitatorów, którzy przez następne lata przekonywali chłopów ukraińskich, jak źle i nieszczęśliwie żyje im się w państwie polskim. Dlatego terror nacjonalistów ukraińskich w czasie II wojny światowej był tak wszechogarniający - okrutne metody walki zostały na skalę masową zaszczepione podatnym na demagogię mieszkańcom wsi. Do najskuteczniejszych form akcji dywersyjnej można zaliczyć palenie folwarków, terror i zabójstwa kandydatów na wysokie stanowiska państwowe. Zastraszanie posłów okazało się także przynoszącym efekty sposobem perswazji wobec ludności w przededniu listopadowych wyborów do Sejmu i Senatu w 1922 roku. W Galicji Wschodniej sterroryzowana społeczność ukraińska wybrała zaledwie pięciu posłów-Ukraińców, których zresztą władze polskie musiały stale chronić. Terror ukraiński w znacznym stopniu osłabił też polską akcję kolonizacyjną tych terenów. O skrajnym zastraszeniu ludności świadczył fakt, iż większość ukraińskich rekrutów, jakkolwiek zdecydowanych odbyć służbę w Wojsku Polskim, nie stawiało się do poboru dobrowolnie, lecz czekało w domu na przymusowe wcielenie. Tłumaczyli się strachem przed represjami ukraińskich terrorystów. Nie ulega wątpliwości, że akcja dywersyjno-terrorystyczna wpłynęła na wzrost uświadomienia narodowego ogółu społeczeństwa ukraińskiego i wzrost jego politycznego zaangażowania. Dotyczyło to także ukraińskich poborowych. Otrzymywali oni od organizacji nacjonalistycznych specjalne instrukcje, w tym wywiadowcze, ale posuwali się też do dezercji, sabotaży i symulowania chorób. Podsumowując ten pierwszy okres zmagań z terroryzmem ukraińskim należy stwierdzić, że pomimo zlikwidowania organizacji bojowych w Galicji, irredenta, inspirowana z zewnątrz, trwała nadal w konspiracji. UWO, a raczej jej krajowe Naczelne Kolegium było rozbite, jednak istniała Ukraińska Krajowa Rada Studencka, skupiając młodzież przygotowującą się do kolejnych wystąpień. Już wówczas polskie władze wojskowe ostrzegały, że brak nadzoru nad organizacjami podziemnymi, brak spójnego planu przeciwakcji, rozbieżność poczynań różnych ministerstw i kolejnych rządów, mogą stać się w przyszłości przyczyną bolesnych doświadczeń dla państwa polskiego. Niestety, przewidywania sztabowców spełniły się w całej rozciągłości, pomimo dyplomatycznego sukcesu Polski, jakim była decyzja Rady Ambasadorów z 15 marca 1923 roku uznająca ostatecznie jej suwerenność na ziemiach byłej Galicji Wschodniej - teraz Małopolski Wschodniej. Kontynuacja akcji terrorystycznych W latach następnych zamachy nie ustawały. Ofiarami terroru indywidualnego padali przedstawiciele najwyższych władz państwowych. Członek UWO Teofil Olszański, syn księdza greckokatolickiego z Chyrowa, dokonał 5 kwietnia 1924 roku zamachu na prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego, który przybył do Lwowa na otwarcie Targów Wschodnich. Prymitywnie wykonana bomba rzucona na prezydenta jednak nie wybuchła. Planowano również zamach na ministra oświaty (Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego), Stanisława Grabskiego. Poza zamachami indywidualnymi dochodziło do napadów na poczty, kasy, banki, a nawet na zwykłych listonoszy, rozbojów i innych aktów bandytyzmu, eufemistycznie określanych jako "akcje ekspropriacyjne". Dokonywała ich specjalna powołana do tego "lotna brygada". Oto wykaz napadów rabunkowych zorganizowanych w tym okresie przez UWO [18]:
Ten hańbiący proceder uderzał w pierwszym rzędzie w obywateli, w tym Ukraińców. Poza pieniędzmi (zresztą nie były to znaczące kwoty) owa działalność przyniosła organizatorom i wykonawcom niewiele zaszczytów, a wiele nieszczęść. W akcje wciągano nierzadko prostych parobków i uczniów szkół gimnazjalnych, żerując na ich naiwnym patriotyzmie. Młodzież ukraińska: ... postrzegała UWO i jej komendanta w kryteriach bohatera romantycznego. Konowalec jawił jej się, jako postać owiana nimbem mityczności [19]. W marcu 1929 roku członkowie UWO Jarosław Lubowycz i Roman Mycyk wraz ze studentką Stefanią Kordubą usiłowali dokonać we Lwowie rozboju na listonoszu. Napad nie udał się. Listonosz był wprawdzie sam i nieuzbrojony, ale Lubowycz został śmiertelnie postrzelony przez widzącego całe zdarzenie policjanta. Znamienne, że pamięć tego "bojowca poległego w walce z polskim najeźdźcą" czczono każdego roku. Poza atakami mającymi na celu pozyskiwanie pieniędzy i zabójstwami policjantów czy przedstawicieli administracji, bojówki dokonywały innych terrorystycznych mordów politycznych, także na własnych pobratymcach. Na przykład 30 lipca 1924 roku zamordowano w Przemyślu prof. Sofrona Matwijasa, a 6 kwietnia 1925 roku dokonano nieudanego zamachu na dyrektora gimnazjum ukraińskiego w Przemyślu Mychajła Hrycaka. Dnia 19 października 1926 roku członkowie UWO zamordowali kuratora Okręgu Szkolnego Lwowskiego, Stanisława Sobińskiego [20]. Obarczono go odpowiedzialnością za przekształcenie szkolnictwa ukraińskiego i polskiego w szkoły dwujęzyczne polsko-ruskie. Nie on, a minister Stanisław Grabski odpowiadał za tę decyzję oraz za reformę szkolnictwa. Była to więc zbrodnia bezzasadna, popełniona dla rozgłosu. Wydaje się, że Sobiński padł ofiarą postępującej stabilizacji w Małopolsce Wschodniej [21]. Wszystko wskazuje na to, że mordu dokonał Roman Szuchewycz, dzisiejszy "bohater Ukrainy" z pomocą studenta Politechniki Gdańskiej, Bohdana Pidhajnego [22]. Zamach ten wydaje się modelowym przykładem realizacji jednej z zasad Dekalogu Ukraińskiego Nacjonalisty: Nie zawahasz się popełnić największego przestępstwa, jeśli tego wymagać będzie dobro sprawy oraz doncowowskiej idei "twórczej przemocy". Zbrojne napady na ambulanse i urzędy pocztowe, zastraszanie oraz zabójstwa Polaków i Ukraińców nie wyczerpywały możliwości ukraińskich nacjonalistów. W rozlicznych procesach sądowych wyszło na jaw, że członkowie UWO prowadzili szeroko zakrojoną pracę szpiegowską na rzecz Niemiec i Litwy, a nawet Rosji Sowieckiej, czyniąc z tego procederu główne źródło dochodów organizacji. Konowalec starał się odpierać te zarzuty na łamach Surmy - jednak faktom trudno było zaprzeczyć. Po skandalu, jakim było ujawnienie działalności szpiegowskiej Olgi Besarabowej, 21 lipca 1926 roku zdekonspirowano równocześnie w Krakowie, Przemyślu i Lwowie kolejną aferę szpiegowską, tym razem na rzecz Rosji Sowieckiej. Jej głównymi 'bohaterami' byli Dmytro Wołoszczak i Włodzimiera Pipczyńska. Kiedy na pograniczu Korpus Ochrony Pogranicza ponosił straty w walkach z dywersją sowiecką, w Małopolsce Wschodniej bojówkarze UWO prowadzili swoją wojnę z Polską, współpracując bez oporów z komunistami. Jesień 1928 r. z racji przypadających rocznic dziesięciolecia odzyskania polskiej państwowości, ale i dziesięciolecia istnienia Zachodnio-Ukraińskiej Republiki Ludowej (Z-UNR) [23] stała się dla Ukraińców kolejnym wezwaniem do próby sił na Kresach. Zaangażowano wówczas cały ukraiński aparat agitacyjny. Założono komitety obchodów 1 Listopada, wydawano i kolportowano ulotki. Do Polaków kierowano pogróżki. Wśród społeczeństwa polskiego narastało poczucie zagrożenia. Prawdziwą plagą stały się znowu podpalenia, w wyniku których wniwecz szło chłopskie mienie i często wiekowy dorobek polskich właścicieli. Wyglądało to na początek większej antypolskiej akcji [24]. W tej atmosferze nadszedł dzień 1 listopada, ogłoszony przez nacjonalistów dniem ukraińskiego święta narodowego - obchodów powstania ukraińskiego, walk z Polakami i "oswobodzenia Lwowa". Akcję we Lwowie członkowie UWO rozpoczęli 31 października. W nocy, na Persenkówce, dwoje członków UWO usiłowało wysadzić w powietrze pomnik polskich obrońców Lwowa. Ostrzelali i ciężko zranili patrolującego okolicę policjanta. Tej samej nocy zbezcześcili odchodami płyty pomnika Orląt Lwowskich na Politechnice Lwowskiej. Na Kopcu Unii Lubelskiej i na Uniwersytecie wywiesili ukraińskie flagi. Nazajutrz, 1 listopada, członkowie UWO przeprowadzili zbrojną manifestację na ulicach miasta, zakończoną odprawą ze strony policji i mieszkańców [25]. Wypadki lwowskie odbiły się bardzo silnym echem, wywołując w pierwszej chwili przestrach zarówno u Polaków, jak i Ukraińców, oraz wyczekiwanie kolejnych starć. Jednak napływające na prowincję wiadomości o energicznej interwencji władz i żywiołowej reakcji społeczeństwa polskiego przyniosły uspokojenie nastrojów, dało satysfakcję Polakom i spowodowało przygnębienie wśród sympatyków lwowskiej akcji UWO. Ze Lwowa zaczęli wracać 'bojowcy', często ranni z widocznymi opatrunkami, chowali się po strychach w obawie przed aresztowaniem. Nie oznaczało to jednak zakończenia działań agresywnych. Nagminnie niszczono polskie znaki graniczne, tablice i godła polskie [26]. Od czwartego kwartału 1928 roku fala umyślnych podpaleń polskiego mienia narastała. We wszystkich prawie przypadkach technika podpaleń oraz okoliczności towarzyszące pożarom świadczyły o akcji sabotażowej prowadzonej przez organizacje względnie jednostki wywrotowe. Wykrywalność podpaleń nie była duża i większość sprawców pozostawała bezkarna. Powstała w 1929 roku nowa organizacja - Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) - stała się polityczną nadbudówką Ukraińskiej Wojskowej Organizacji. UWO nie zrezygnowała jednak ze swej odrębności, przede wszystkim zachowując własne, skrupulatnie strzeżone ośrodki finansowania (pochodzące, jak wspomniano, ze szpiegostwa na szkodę Polski), kontakty taktyczno-polityczne i struktury bojowe. W porównaniu z UWO, OUN znacznie rozszerzyła zakres działania, powołując w swe szeregi nawet dzieci i młodzież. Według uchwalonego na kongresie założycielskim statutu (ukr.: ustroju), członkami OUN mogli być Ukraińcy i Ukrainki, poczynając już od ósmego roku życia. Władzę nad obydwiema organizacjami objął Jewhen Konowalec. Skutki nieustannie prowadzonej wśród młodych Ukraińców agitacji UWO i OUN przekładały się na akcje kryminalne - między innymi wrzuceniem przez Junaków z OUN granatu do sali Sokoła w Borysławiu, w której w tym czasie odbywały się obrady [27]. 7 września członkowie UWO dokonali równocześnie trzech zamachów bombowych we Lwowie [28]. Pierwsza z bomb, napełniona dynamitem, zniszczyła budynek, w którym właśnie organizowano Targi Wschodnie - w wyniku rannych zostało dwóch urzędników; druga została zdetonowana w przechowalni bagażu na dworcu kolejowym, a trzecia niedaleko pawilonu targowego w Parku Stryjskim. Usiłowano też przy tej okazji dokonać zamachu na ówczesnego ministra przemysłu i handlu, Eugeniusza Kwiatkowskiego, oraz na wojewodę lwowskiego, hr. Wojciecha Gołuchowskiego. Członkowie UWO, podobnie jak nacjonaliści ukraińscy w Rosji Sowieckiej, nie cofali się przed brutalnym mordowaniem swych ukraińskich przeciwników [29]. W 1929 roku przyznali się na łamach Surmy do otrucia Mikołaja Wełyczkowskiego, redaktora pozytywnie do Polski nastawionego czasopisma Selanyn. Złudzenia władz polskich odnośnie efektów pobłażliwego traktowania nacjonalistów ukraińskich zaczęły się rozwiewać [30]. Drugie wystąpienie Ukraińskiej Wojskowej Organizacji Na początku lat trzydziestych XX wieku doszło do kolejnej wielkiej antypolskiej akcji terrorystyczno-sabotażowej nazwanej przez ukraińskich nacjonalistów "drugim wystąpieniem UWO". Istnieje silny związek między drugim wystąpieniem UWO a niemiecką akcją antypolską prowadzoną w tym okresie w Europie. Jest też faktem, że za każdym razem, gdy dochodziło do przesileń międzynarodowych, UWO-OUN, ukrywające się pod parasolem ochronnym Niemiec, były przez nie skutecznie wykorzystywane, by szkodzić Polsce - sama organizacja nie stanowiłaby dla Polski zagrożenia. Jednak wszechstronna pomoc logistyczna, szkoleniowa, finansowa, poparcie rządów i sfer wojskowych Niemiec, Litwy, Czechosłowacji, a nawet w pewnych okresach Rosji Sowieckiej, czyniła działalność ukraińskich nacjonalistów nie tylko szkodliwą, ale wręcz niebezpieczną dla integralności terytorium i funkcjonowania państwa polskiego. W trakcie kampanii terrorystyczno-sabotażowej od początku lat trzydziestych masowo podpalano polskie gospodarstwa chłopskie i ziemiańskie, palono stogi ze zbożem, ścinano słupy telegraficzne, rabowano urzędy skarbowe i pocztowe. Organizatorzy dążyli do sprowokowania reakcji władz w formie represji, aby móc ogłosić światu, że sprawa ukraińska wcale nie jest zamknięta, a Polska nie radzi sobie z problemem. Chciano przekonać międzynarodowe środowiska polityczne, że współistnienie Polaków i Ukraińców w ramach jednego państwa jest niemożliwe. Warto zauważyć, że do zaognienia nastrojów przyczyniło się zubożenie społeczeństwa spowodowane światowym kryzysem gospodarczym. Dotknął on nie tylko Ukraińców, jak twierdzili nacjonaliści, ale na równi z nimi wszystkich obywateli. W takiej sytuacji pchnięcie młodych Ukraińców do palenia zbiorów i zagród ubogich polskich chłopów było czynem wyjątkowo odrażającym. Władze polskie dość długo zwlekały z reakcją. Początkowo próbowano przeciwdziałać jedynie przez lokalne rozporządzenia. Nasilono wywiad wewnętrzny, nakazano wystawiać warty nocne, legitymowano obcych, dokonywano rewizji, wprowadzono nawet przyśpieszony tryb postępowania w sprawach o niszczenie mienia i obciążano gminy odpowiedzialnością finansową za straty materialne. Nie tylko nie przyniosło to skutku, ale sprowokowało nacjonalistów ukraińskich do jeszcze większej agresji. Zaczęli ostrzeliwać z broni palnej warty strzegące dobytku, łamać zarządzenia. Zaistniała też poważna obawa przed odwetem ze strony zdesperowanej i prześladowanej ludności polskiej [31]. To było główną przyczyną decyzji o przeprowadzeniu akcji zabezpieczenia. Należy zauważyć, że państwo znalazło się w sytuacji bez wyjścia. Brak reakcji na zorganizowaną działalność terrorystyczno-przestępczą mógł doprowadzić - zgodnie z nadziejami szowinistów - do wojny domowej. Rozpoczęcie kontrakcji było niewątpliwie dla rządu i dla Piłsudskiego decyzją dramatyczną. On sam bowiem, jak i jego otoczenie, nieodmiennie sprzyjali Ukraińcom. Jednak każdy kraj ma suwerenne prawo, które stosuje się w celu przywrócenia porządku wewnętrznego, obrony prześladowanych obywateli i integralności granic. Rozumieli to przedstawiciele Ligi Narodów, odrzucając ukraińskie skargi. W pierwszych 191 aktach sabotażu, skarb państwa ucierpiał tylko w 19 wypadkach (zrywanie linii telegraficznych, przecięcie drutów sygnałowych kolei itp.), w pozostałych zaś 172 zniszczeniu uległa prywatna własność polska. Tu i ówdzie akcja podpalaczy zwracała się przeciw Żydom osiadłym na roli lub zajmującym się handlem. W tym ostatnim przypadku właściwym celem było wyeliminowanie przedstawicieli tej społeczności jako konkurencji, aby ułatwić prowadzenie interesów miejscowym ukraińskim kooperatywom. Dokonywano też napadów rabunkowych:
Odnotowano też napady na żydowski Bank Ludowy w Borysławiu (sprawcami byli, między innymi, Wasyl Biłas i Dmytro Danyłyszyn), na Urząd Pocztowy w Truskawcu, na mieszkanie Kreppla w Truskawcu (z udziałem wspomnianego Wasyla Biłasa). Wypadki małopolskie usiłowała wykorzystać także strona sowiecka, zainteresowana odwróceniem uwagi polityków europejskich od swych ludobójczych poczynań na Ukrainie. Dlatego do sabotaży i podpaleń dokonywanych przez skrajnych nacjonalistów przyłączali się komuniści, choć nie było to zjawisko masowe. Organizacja UWO-OUN w kraju dążyła do sterroryzowania miejscowej ludności polskiej i likwidacji polskich osad na Kresach, jak również do odstraszenia Polaków od nabywania tam ziemi. Kolejnym celem było wywołanie antagonizmów narodowościowych i ponowne zaognienie poprawiających się już powoli stosunków polsko-ukraińskich. To właśnie owa normalizacja najbardziej niepokoiła ukraińskich separatystów, a akcje terrorystyczne wydawały się być najlepszym sposobem na wzbudzenie nastrojów niechętnych Polakom i Polsce i na legitymizację UWO-OUN w oczach ludności ukraińskiej [32]. W świetle zachowanej dokumentacji [33], oficjalny bilans akcji terrorystyczno-sabotażowej w poszczególnych województwach Małopolski Wschodniej w okresie lipiec-wrzesień 1930 roku wyglądał następująco:
Zamachy terrorystyczne osiągnęły największe natężenie we wrześniu 1930 roku. Po przeprowadzeniu akcji zabezpieczenia, liczba podpaleń zmniejszyła się ze 101 we wrześniu do 22 w październiku i 8 w listopadzie [34]. Należy zaznaczyć, że sabotaże nie objęły całej Małopolski Wschodniej, lecz tylko niektóre jej powiaty. Najbardziej dawały się we znaki w tych miejscowościach, w których istniały silne organizacje ukraińskie, stowarzyszenia sportowe lub kulturalne, realizujące program nacjonalistyczny: Proświta, Łuh, Sokił i Płast, a także ukraińskie szkoły, co dowodzi, że od nich wychodziła inicjatywa zbrodniczych działań. Wielce wymowne jest zestawienie pod kątem wykonywanego zawodu osób, zatrzymanych w związku z podpaleniami. Aż 360 z nich było uczniami szkół średnich, 220 studentami, a 20 nauczycielami. Zestawienie broni i materiałów wybuchowych ujawnione w okresie od 1 lipca do 31 listopada 1930 roku na terenie trzech województw Małopolski Wschodniej [35]:
Zatrzymano 1739 osób, z których zwolniono po przesłuchaniu 596, a sądom przekazano 1143. Od początku 1931 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (MSW) otrzymywało informacje o przygotowywanych zamachach, które miały być rewanżem za akcję zabezpieczenia z września 1930 roku. Wzrost ilości takich doniesień wiązał się z kolejnymi sesjami Ligi Narodów: styczniową, wiosenną i jesienną 1931 roku oraz styczniową roku 1932. Planowano zamachy na wojewodę wołyńskiego - Henryka Józewskiego, wicepremiera - Bronisława Pierackiego, ministra spraw zagranicznych - Augusta Zaleskiego, ministra spraw wojskowych - Felicjana Sławoja-Składkowskiego, trzech wojewodów małopolskich, w tym lwowskiego - Bronisława Nakoniecznikowa-Klukowskiego, kuratora szkolnego - Stanisława Gadomskiego, naczelnika urzędu śledczego PP we Lwowie - Kazimierza Billewicza, szefa Dowództwa Okręgu VI i komendanta KOP Grafowskiego, na posłów Pewnego i Baczyńskiego i wielu innych. Zatem zamordowanie 29 sierpnia 1931 roko dyrektora departamentu wschodniego Ministerstwa Spraw Zagranicznych (MSZ), posła Tadeusza Hołówki wpisywało się w te plany. Zbrodnia popełniona na głównym orędowniku porozumienia między Polakami i Ukraińcami była wynikiem obawy szowinistów, że może dojść do pojednania. Wszak nie pojednanie stanowiło cel nacjonalistów z UWO-OUN, a eskalacja bezkompromisowej walki z Polską. Projektowane były kolejne zamachy na listonoszy i ambulanse pocztowe, po dokonaniu których sprawcy mieli uchodzić do Czechosłowacji i wstępować tam do Legionu Rewolucjonistów Ukrainy. Szczególnie spektakularny był pomysł prowokacji antypolskiej - wysadzania w powietrze pociągów międzynarodowych w tak zwanym korytarzu pomorskim, celem sprowokowania Niemiec do interwencji zbrojnej przeciw Polsce. Tragiczny w skutkach okazał się zrealizowany 30 listopada 1932 roku napad na Urząd Pocztowy w Gródku Jagiellońskim. W czasie tego napadu dwóch z terrorystównich zginęło od kul policji, trzech zaś schwytano w pościgu. Zamiast spodziewanych 500 000, zrabowanych zostało jedynie około 3000 złotych. Napad rozpoczął się w godzinach popołudniowych. Napastnicy w liczbie 10-11 wtargnęli do biur Urzędu Pocztowego i Urzędu Skarbowego, mieszczących się w budynku Sądu Grodzkiego. Obezwładnili strzałami personel i klientów, zrabowali 3232.15 złotych i rzucili się do ucieczki. Od kul bandytów zginął przodownik PP Alfred Kojat, a rannych zostało dziewięć osób, z których jedna zmarła następnego dnia [36]. Na rok 1933 przypadała realizacja planowanego już wcześniej zamachu na wojewodę wołyńskiego, Henryka Józewskiego. Jeden z aresztowanych po zabójstwie ministra Pierackiego członków UWO-OUN, Roman Myhal zeznał w śledztwie, że z rozkazu Bandery wyjechał do Łucka, specjalnie by przeprowadzić wywiad bojowy z myślą o zamachu na wojewodę Józewskiego. Do zamachu tego jednak nie doszło. 28 września miała miejsce próba zabójstwa kuratora okręgowego Okręgu Szkolnego we Lwowie, Stanisława Gadomskiego. W zamachu tym został zabity agent PP Tendaj [37]. Na rozkaz Bandery dokonano też zamachu na konsula sowieckiego we Lwowie. Zamiast konsula sprawca zamordował przez pomyłkę dyrektora kancelarii konsulatu Aleksieja Maiłowa. Trzecim strzałem ranił poważnie woźnego Iwana Dżugaja. W pierwszej połowie 1933 roku miał też miejsce we Lwowie nieudany zamach na życie aspiranta PP z wydziału ukraińskiego, Jerzego Ciesielczuka. Wykonawcą był Wasyl Stepan Nycz, student Politechniki Gdańskiej. Szowiniści ukraińscy prowadzili także akcje skierowane przeciw polskiej szkole [38]. Były one wyjątkowo bezwzględne i destrukcyjne, podejmowano je regularnie, aż do wybuchu wojny, na początku każdego roku szkolnego, ze szczególnym nasileniem w latach 1933 i 1936. Członkowie OUN bezpośrednio lub z pomocą rodziców angażowali w nią ukraińskie dzieci. Celem było wydalenie polskich nauczycieli i zniesienie nauki języka polskiego w szkołach państwowych. Niszczono szkolne obiekty, symbole polskie na szkołach, bito i zastraszano polskich nauczycieli, niszczono ich prywatne mienie, bito też i poniżano polskie dzieci. Rok 1934 rozpoczął się kolejną serią zabójstw i zamachów dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów zarówno w Małopolsce Wschodniej, jak i w innych rejonach kraju. Tylko w pierwszej połowie 1934 roku w województwach Małopolski Wschodniej terroryści zamordowali dziewięć osób, a wiele ranili. Śledztwa ujawniły, że dzięki czerwcowym aresztowaniom udaremniono kolejne zabójstwa, zlecone przez Banderę, między innymi Henryka Józewskiego - krytykowanego za zbyt pojednawczą politykę wobec Ukraińców - w Łucku. Z rozkazu Bandery został też zamordowany absolwent gimnazjum Jakub Baczyński - posądzony przez OUN o współpracę z policją. Ponadto przygotowywano zamach na komisarza więziennego Kossobudzkiego, a nawet samego Myhala, 'bojowca' OUN. Takie były 'zasługi' nowego, 25-letniego prowidnyka, Stepana Bandery i jego młodych podkomendnych [39]. Terror indywidualny realizowany na taką skalę był w tym okresie w Europie zjawiskiem bez precedensu. Zmienił to ukraiński integralny nacjonalizm, bolszewizm w Rosji, a na zachodzie hitleryzm. Największe wrażenie na Polakach zrobiło jednak zabójstwo ministra spraw wewnętrznych, Bronisława Pierackiego. Pieracki był politykiem młodym - miał zaledwie 39 lat. Dążył zawsze do współpracy z mniejszościami narodowymi. Wprowadził w życie liberalną ustawę samorządową, która pozwoliła Ukraińcom przejąć wiele samorządów i przeznaczać lokalne fundusze na rzecz ukraińskiej społeczności, często nawet z oczywistą krzywdą polskiej ludności Kresów. Pieracki, drugi po Hołówce rzecznik daleko idących ustępstw wobec Ukraińców, stracił życie, ponieważ dążył do polsko-ukraińskiego porozumienia. Do zamachu doszło w dniu 15 czerwca 1934 roku, o godz. 15:40 w Warszawie w Klubie Towarzyskim przy ulicy Foksal 3. Pieracki został postrzelony z rewolweru i po niespełna dwóch godzinach zmarł na skutek odniesionych ran. Zamach powiódł się między innymi z powodu poważnych zaniedbań w ochronie osobistej nie tylko samego Pierackiego, ale i całego lokalu klubowego, w którym spotykała się elita polskich władz. Winę za to ponosił zresztą sam Pieracki, który nie tylko nie korzystał z ochrony osobistej - nawet w czasie poprzedzającej zamach wizyty w Małopolsce Wschodniej - ale zlikwidował ze względów oszczędnościowych wiele posterunków policyjnych służących ochronie osobistości - w tym również posterunek niedaleko ulicy Foksal. Szybko ustalono, że sprawcą zamachu był członek OUN, Grzegorz Maciejko ps. 'Olszewski'. Sprawca wprawdzie uniknął kary, ale doszło do bezprecedensowych aresztowań wśród członków krajowych struktur organizacji. Okolicznościom tego mordu została poświęcona niewielka monografia autorstwa Władysława Żeleńskiego [40]. Tamże i w artykułach Żeleńskiego - oskarżyciela w procesie do którego doszło po zamachu - a także w samym akcie oskarżenia, znajdują się podstawowe i najbardziej wiarygodne dane na ten temat [41]. Dodatkowe informacje znaleźć można w publikacjach Kazimierza Rudnickiego i Jerzego Luksemburga oraz ówczesnej prasie, która obszernie opisywała zarówno zamach jak i proces. . Mimo aresztowań przywódców, niedługo trzeba było czekać na nową zbrodnię OUN. 25 lipca 1934 członek organizacji Michał Car, posługujący się fałszywym nazwiskiem Paweł Sawczuk, zastrzelił we Lwowie dyrektora Państwowego Gimnazjum z ukraińskim językiem wykładowym - Iwana Babija. Pomawiany przez młodych nacjonalistów ukraińskich o lojalność względem państwa polskiego, dyrektor Babij był już wcześniej dwukrotnie napadnięty i pobity. Zamordowanie ukraińskiego patrioty, byłego oficera Ukraińskiej Halickiej Armii, jednego z wybitniejszych działaczy, wywołało poruszenie wśród samych Ukraińców. Poza wymienionymi akcjami, w dokumentach polskich służb specjalnych odnaleźć można informacje o zabiciu przez terrorystów ukraińskich w roku 1934 trzech policjantów, dwóch strażników gminnych, kilku Ukraińców uznanych przez szowinistów za konfidentów. Dwukrotnie do zamachów użyto bomb. Wywiad wojskowy donosił, że egzekutywa OUN poleciła przeprowadzenie spisu oficerów i podoficerów byłej armii ukraińskiej. Polecono również wykonać zestawienie funkcjonariuszy policji z podaniem imienia i nazwiska, stopnia i rodzaju posiadanej broni oraz numeru służbowego, widocznego na czapce munduru. Rejestr miał objąć także członków Związku Strzeleckiego. W czasie II wojny światowej na podstawie takich list mordowano wspólnie z okupantami - hitlerowskim i sowieckim - polską inteligencję w wielu miastach kresowych, również uczonych lwowskich. Po napaści Rosji Sowieckiej na Polskę we wrześniu 1939 roku, NKWD korzystało z tychże list do tropienia i prześladowania członków polskich organizacji patriotycznych. To jeden z niezaprzeczalnych dowodów zamierzeń nacjonalistów ukraińskich w stosunku do Polaków już w roku 1934. Były to niezaprzeczalnie plany eksterminacyjne. Jako szczególnie ważne zadanie, przywództwo nacjonalistów ukraińskich poleciło sporządzenie ewidencji Ukraińców posiadających karty mobilizacyjne w celu przygotowania fałszywych kart mobilizacyjnych dla osób z przydziałami do określonych miejscowości, mających stanowić punkty koncentracji Ukraińców. Punkty te w razie mobilizacji miałyby stać się ośrodkiem ewentualnego powstania przeciwko Polsce. Bezpośrednio przed wybuchem wojny sytuacja w Małopolsce Wschodniej nie zmieniała się. Nadal palono stogi, napadano na wójtów i policjantów. We Lwowie dochodziło do napadów na polskich studentów. Od początku roku 1939 członkowie OUN prowadzili przygotowania do zbrojnego powstania antypolskiego. Gromadzono broń i materiały wybuchowe, nadawano meldunki z radiostacji, prowadzono akcje szpiegowskie. Część z przeszkolonych wojskowo przez hitlerowską Abwehrę do działań dywersyjnych nacjonalistów ukraińskich połączyła się z ochotnikami z Siczy Karpackiej i została przeformowana w dwa bataliony dywizjonu ukraińskiego. Dywersanci zostali skierowani na tereny Małopolski Wschodniej, aby tam, w czasie najazdu Niemiec hitlerowskich realizować zbrojną dywersję. Wywiad niemiecki zakładał bowiem, że w Małopolsce Wschodniej Polacy, ze względu na połączenie z Rumunią, mogą się bronić najdłużej. W tym czasie na użytek Niemców nacjonaliści ukraińscy sporządzali bądź aktualizowali listy osób "podejrzanych politycznie", to jest działaczy państwowych, komunistów, profesorów, nauczycieli, lekarzy a nawet gajowych. Przygotowywano wykazy placówek KOP, urzędów, posterunków policji i innych instytucji, którymi interesowali się Niemcy, a wszystko po to, aby najeźdźcom ułatwić szybkie zajęcie terenów. Dywersanci z OUN zrywali przewody telefoniczne i rozkręcali szyny kolejowe, między innymi na trasach Bóbrka-Chlebowice-Podmonasterz i Bóbrka-Wybranówka-Obrynice, a na stacji Podmonasterz, koło Tamopola, zniszczyli urządzenia kolejowe, aby utrudnić transport wojsk na zachód. Pomagając Hitlerowi, OUN opowiedziała się jednocześnie przeciwko Wielkiej Brytanii i Francji, z którymi Polska zawarła sojusznicze traktaty, a potem także przeciwko Stanom Zjednoczonym, Kanadzie i innym państwom koalicji antyhitlerowskiej. Podsumowanie Na Kresach w okresie międzywojennym doszło do zderzenia dwóch wizji: polskiej - nawiązującej po półtorawiekowej niewoli do kształtu dawnej Rzeczypospolitej i ukraińskiej koncepcji budowy samodzielnej "Wielkiej Ukrainy" na "wszystkich etnicznych ziemiach ukraińskich", które obejmować miały teren sięgający na zachodzie po Lublin i Kraków, a na wschodzie po Kubań i Kaukaz. Znalezienie sprawiedliwego, satysfakcjonującego obie strony kompromisu okazało się utopią. Druga Rzeczpospolita, państwo w działaniach swych władz chwiejne i niekonsekwentne, wahające się przed użyciem środków ostrych, czy wręcz nawet brutalnych, zostało pokonane przez ugrupowania, które w swej skrajnej bezwzględności czerpanej z ideologii Doncowa i Dekalogu Ukraińskiego Nacjonalisty nie zawahało się utorować sobie drogi do władzy nad Ukraińcami - ich duszą i sercami zgodnie z panującymi wówczas w Europie trendami [42]. Nie ma zbrodniczych narodów, są tylko zbrodnicze ideologie - powtarzał ukraiński historyk, Wiktor Poliszczuk, broniąc rodaków przed hańbą wynikającą z terrorystycznych czynów UWO-OUN i w końcu UPA. Dla niego, ale i dla wielu innych Ukraińców nie ulega wątpliwości, że ta okrutna i niebezpieczna ideologia powinna zostać potępiona i usunięta zarówno z teorii jak i praktyki życia politycznego dzisiejszej Europy.
Copyright © 2010 Lucyna Kulińska
GENOCIDE COMMITTED BY UKRAINIAN NATIONALISTS IN OCCUPIED POLAND
|
|||





